Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Poniedziałek, 6 kwietnia
Imieniny: Izoldy, Wilhema
Czytających: 11680
Zalogowanych: 54
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Kotlina Jeleniogórska: Przemilczana zbrodnia czy nieszczęśliwy wypadek?

Czwartek, 24 sierpnia 2006, 0:00
Aktualizacja: Piątek, 25 sierpnia 2006, 16:02
Autor: Aga
Kotlina Jeleniogórska: Przemilczana zbrodnia czy nieszczęśliwy wypadek?
Fot. Aga
Śledztwo dotyczące czerwcowej śmierci leśniczego z Janowic Wielkich zostało umorzone. Prokuratura wykluczyła udział osób trzecich. Sprawa jednak w dalszym ciągu budzi wiele wątpliwości.

Śmierć Tomasza J., do której doszło w czerwcu, wstrząsnęła całą okolicą. Przypomnijmy, że ciało leśniczego znalezione zostało w rzece. Na pierwszy rzut oka wyglądało na nieszczęśliwy wypadek.

Według oficjalnej wersji, Tomasz J. w niewyjaśnionych okolicznościach spadł z mostku do rzeki i zginął na miejscu. Co naprawdę wydarzyło się w nocy z 2 na 3 czerwca tego roku? Wersji dotyczących tej kwestii jest kilka.

W śledztwie przeprowadzonym przez prokuraturę nie udowodniono, aby do tragedii przyczyniły się osoby trzecie. Dla rodziny i przyjaciół ofiary sprawa nie jest jednoznaczna.
- Obrażenia ciała nie wskazywały na to, że był to wypadek - mówi matka Tomasza J. Jej zdaniem po zwykłym upadku z takiej wysokości aż tak rozległe rany nie powinny wystąpić.

Większość mieszkańców w ogóle boi się wypowiadać na ten temat. Ci, którym pozwala na to odwaga, mówią wprost:
- Za szybko umorzone śledztwo, natychmiast uciszona sprawa przez nadleśnictwo o czymś świadczy - opowiada jeden z mieszkańców Janowic Wielkich. - Komuś widocznie musiało na tym zależeć. Nie będę pokazywał palcami, ale myślę, że wszyscy wiedzą o kogo chodzi. Ktoś na tej śmierci po prostu skorzystał – dodaje.

Tę wersję potwierdza również ksiądz, który w czerwcową tragiczną noc był naocznym świadkiem dziwnej sceny.
- O wpół do drugiej w nocy zaczęły ujadać psy, wyszedłem, żeby zobaczyć co się dzieje. Widziałem jak dwóch mężczyzn średniego wzrostu ciągnęło trzeciego trzymając go za ramiona. Jego nogi ciągnęły się po ziemi - relacjonuje proboszcz parafii Janowice Wielkie.

- Kto to był, Bóg jeden wie. Z tego co wiem, przed całym zajściem grożono Tomaszowi J. – Miał na siebie uważać. O co dokładnie chodziło, nie wiem. Jedno jest pewne, to nie był zwykły wypadek – przekonuje proboszcz.

Inni mieszkańcy uważają, że ktoś mógł go najpierw potrącić samochodem.
- Mogło być tak, że zginął potrącony przez samochód w wyniku czego wpadł do rzeki - rozważają.
Sąsiedzi i znajomi wykluczają fakt, że mógł sam skoczyć do Bobru. Twierdzą, że był to człowiek na tyle rozsądny i spokojny, że nie można mówić tu o żadnym samobójstwie. Wykluczają też możliwość, że ofiara spadła w nurt rzeki po wypiciu alkoholu.

Tomasz J. osierocił dwunastomiesięczną córeczkę. W tym roku miał się pobrać ze swoją narzeczoną.
- Ogólnie był człowiekiem bardzo spokojnym, znanym i przez wszystkich lubianym - mówi sąsiadka, Genowefa Pawelska. - Jest nam wszystkim naprawdę bardzo szkoda.

- Jest mi bardzo ciężko rozmawiać na ten temat - mówi matka ofiary, Janina J. - Bardzo ciężko jest pochować syna. Chciałabym jednak poznać prawdziwą odpowiedź na pytanie - dlaczego musiał zginąć?

Czy dojdzie do powtórnego wszczęcia śledztwa w tej sprawie, na razie trudno przesądzić. Taka możliwość, oczywiście, istnieje.

Sonda

Co jest największą zmorą jeśli chodzi o śmiertelne wypadki na drogach?

Oddanych
głosów
340
Brawura kierowców
62%
Pijaństwo i jazda pod wpływem
32%
Kiepski stan naszych dróg
6%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Mózg nie psuje się sam. My go codziennie zużywamy
 
Rozmowy Jelonki
Harcerstwo bez telefonów. „Pokazujemy dzieciom, że prawdziwe życie jest poza ekranem”
 
Aktualności
Życzenia od posła Roberta Kropiwnickiego
 
112
Zderzenie koło sądu
 
Aktualności
Miejska Droga Krzyżowa w sercu Jeleniej Góry
 
Aktualności
Autyzm to nie choroba
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group