Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Sobota, 28 lutego
Imieniny: Lecha, Romana
Czytających: 7556
Zalogowanych: 28
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Dzień otwarty Wodnika

Niedziela, 4 października 2009, 0:27
Aktualizacja: Niedziela, 4 października 2009, 9:12
Autor: Mar
Jelenia Góra: Dzień otwarty Wodnika
Fot. Mar
Kilkaset osób odwiedziło dzisiaj dwa najważniejsze obiekty zarządzanie przez spółkę Wodnik. Stację uzdatniania wody ze zbiornika Sosnówka, która mieści się przy ulicy Wróblewskiego w Cieplicach i oczyszczalnię ścieków przy ulicy Anieli Krzywoń.

- Po raz czwarty organizujemy dzień otwarty i z roku na rok zainteresowanie jest coraz większe – mówił prezes Wodnika, Wojciech Jastrzębski – w stacji uzdatniania wody zabrakło nam ludzi do oprowadzania chętnych. Każdy chciał wiedzieć jak woda trafia do jego kranów.

W oczyszczalni ścieków było znacznie spokojniej, ale i tutaj koło południa pojawili się uczniowie z gimnazjum nr 1 w Jeleniej Górze. – Cieszę się, że tak wielu młodych poświeciło część soboty na obejrzenie tak ważnego miejsca dla całego miasta – mówiła opiekunka grupy gimnazjalistów – to są uczniowie pierwszych, drugich i trzecich klas, członkowie kół, przyrodniczego i chemicznego.

Sposób działania oczyszczalni i pracę poszczególnych urządzeń objaśniała zastępczyni kierownika zakładu, Agnieszka Hacia – Ścieki wpływają do zakładu dwoma kolektorami. To jest około tysiąc metrów sześciennych na godzinę. Potem trafiają do komory wstępnej, gdzie następuje oddzielanie części stałych. Najbardziej niezwykłą rzeczą, jaka trafiła do nas ze ściekami był podkład kolejowy, który zablokował nam kolektor. Trafiają też do nas ciała zwierząt, ubrania, kołdry, jakieś metalowe części. Plagą są patyczki do czyszczenia uszu. Zatykają nam sita, blokują przepływ. Moglibyśmy nimi zapełnić całe pudła. Apelujemy do jeleniogórzan, nie wyrzucajcie patyczków do muszli, bo potem musimy je wyławiać ze ścieków. Podobnie jest z innymi higienicznymi rzeczami.

Młodzież uważnie słuchała i oglądała poszczególne etapy procesu oczyszczania. Nie zabrakło też pytań o fetor, jaki co jakiś czas czuć w nawet w okolicach skrzyżowania Grunwaldzkiej i Jana Pawła II. Również przy oglądaniu pierwszych etapów oczyszczania nie wszyscy byli w stanie wytrzymać zapach ścieków.

- Nieustannie pracujemy nad ograniczeniem i wyeliminowaniem fetoru. Oczywiście nigdy nie uda nam się to całkowicie, ale do nas płyną nieczystości z łazienek, toalet i kuchni z całego miasta. A sami wiemy, że nawet w domu nie zawsze można skutecznie zwalczyć przykre zapachy. My musimy poradzić sobie z zapachem z tysięcy toalet i łazienek. Ale w końcu mamy odpowiednie narzędzia. Od sierpnia stosujemy w zakładzie specjalne maty żelowe, które bardzo skutecznie pochłaniają zapachy. Tam gdzie mało kto wytrzymywał jeszcze 2 miesiące temu, teraz większość wchodzi bez obrzydzenia. Ale oczywiście fiołkami nie pachnie.

Kolejne etapy to piaskownia, gdzie następuje wychwytywanie mniejszych zanieczyszczeń oraz osadniki wstępne. Z nich zawiesina przepływa do reaktora biologicznego, gdzie w trzech kolejnych komorach następuje biologiczne oczyszczanie ścieków. Dużym problemem jest neutralizacja tłuszczów. Oleje ze smażenia trafiają w dużej ilości do ścieków. Twarda masa w jaką się zamieniają zapycha wszystko, blokuje przepływ. – Wystarczyłoby, zamiast wylewać olej do ubikacji czy zlewu, wytrzeć papierowym ręcznikiem. To co zostanie nie jest już takim problemem – wyjaśnia Agnieszka Hacia .

Potem osadniki wtórne i czysta woda spływa kanalikami do kanału wyprowadzającego do Bobru.
- Woda która wypływa od nas jest dużo czystsza niż ta, która płynie w rzecze – mówi kierownik zakładu, Piotr Gryboś – można ją bez uszczerbku dla zdrowia wypić.

Woda spływa do rzeki, ale zostaje osad. Co miesiąc oczyszczalnia gromadzi go 250 ton. Osad jednak nie trafia na jakąś hałdę, tylko jest w całości przerabiany na kompost.
- Przez pewien czas mieliśmy kłopoty z kompostem, bo w czasie jego przerabiania powstawał ten przykry zapach, tak dokuczliwy jeszcze niedawno – wyjaśnia prezes Jastrzębski – ale coraz skuteczniej ograniczamy jego pojawianie się.

- Osad jest zagęszczany, odwirowywany i oczyszczany. Następnie trafia do silosów a z nich do biokomposterów, wielkich walców o pojemności 125 metrów sześciennych. Mamy cztery takie maszyny, do których trafia odwodniony i przygotowany osad. Mieszamy go ze słomą rzepakową, która jest najlepsza, dorzucamy inne organiczne surowce, jak liście i pocięte dokumenty z niszczarek w urzędzie miasta. Ta masa trafia na tydzień do biokomposterów. Po tym czasie jeszcze na sześć miesięcy musi dojrzewać. Na razie gromadzimy go w wynajętych silosach niedaleko Jeleniej Góry – wyjaśnia Agnieszka Hacia.

- Zamierzamy sprzedawać ten kompost. W tej chwili mamy pierwszy rok dwuletniego cyklu dopuszczającego do sprzedaży. Ten proces kontroli jest bardzo surowy, sprawdza czy nie ma w nim szkodliwych substancji, czy rośliny rosną na nim prawidłowo. Jak zostanie dopuszczony do sprzedaży zaczniemy nim handlować – dodaje Wojciech Jastrzębski.

Sonda

Co myślisz o imprezach rajdowych w Jeleniej Górze?

Oddanych
głosów
541
Świetny pomysł
38%
Jestem na nie
37%
Jest mi to obojętne
25%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Polacy prawie go nie jedzą… a blokuje raka i cukrzycę
 
Rozmowy Jelonki
Mocna rozmowa o młodych ludziach w Jeleniej Górze
 
Ciekawe miejsca
Swastyka szachownicą. Symbol trudnej przeszłości w Pilchowicach
 
Pogoda
Będzie ciepło, nawet kilkanaście stopni na plusie
 
Aktualności
Bez krawata, za to z piłką – minister daje przykład
 
Aktualności
Rozszczelnienie sieci gazowej. Ewakuacja mieszkańców!
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group