Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Sobota, 14 lutego
Imieniny: Liliany, Walentego
Czytających: 11206
Zalogowanych: 97
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Kiedy Harry poznał Ellen, czyli się śmiejemy. Ale! Teatr w Jeleniej Górze

Wtorek, 5 marca 2013, 8:52
Aktualizacja: Środa, 6 marca 2013, 7:45
Autor: Elster
Jelenia Góra: Kiedy Harry poznał Ellen, czyli się śmiejemy. Ale! Teatr w Jeleniej Górze
Fot. KC
Wczoraj (4 marca) na scenie Teatru im. Norwida gościł impresaryjny Ale! Teatr z Warszawy ze spektaklem „Się kochamy”. Tekst napisanej w 1963 roku sztuki pióra Murray'a Schisgala w tłumaczeniu Adama Tarna wyreżyserował Dariusz Taraszkiewicz.

Gdy brakuje świeżych pomysłów, sięga się po niezawodną farsę. Do tego kilka znanych nazwisk i przepis na sukces gotowy. Tylko, czy aby na pewno każda sztuka zawsze warta jest odświeżenia? Inne przecież są już upodobania i oczekiwania. Przez te lata wiele się na świecie zdarzyło w różnych dziedzinach życia. Nie tylko w kulturze czy sztuce. W naszych oczekiwaniach na pewno mniej dziś jest miejsca przeznaczonego na bulwarowo-farsowe komedyjki, choć jak na ironię, teatry - nawet te „poważne” - coraz częściej po nie sięgają.

Jak przystało na twórczość Murray'a Schisgala, amerykańskiego nowelisty, powieściopisarza, scenarzysty (jego scenariusz komedii kinowej „Tootsie” (1982) w reż. Sydneya Pollacka z pamiętną kreacją Dustina Hoffmana odniósł fenomenalny sukces) i dramaturga, fabuła jego sztuk parodiuje, prześmiewa wszystko i wszystkich od pięćdziesięciu lat. Jego komedie są swoistą mieszaniną elementów teatru bulwarowego, absurdu, cyrku i czarnego humoru.

Sztuka Schisgala zatytułowana „Luv” (żargonowe zniekształcenie słowa „Love”) o pseudointelektualistach - niedojrzałych emocjonalnie 30-latkach doczekała się wielu adaptacji. Tytuł miał zostać spopularyzowany także dzięki filmowi z 1967 roku, ale ekranizacja w reż. Clive'a Donnera, w obsadzie: Jack Lemmon, Peter Falk i Elaine May oraz w epizodzie Harrison Ford jako hipis-rozgniewany kierowca, okazała się komercyjną klapą. Podobno polska wersja tej sztuki stała się frekwencyjnym hitem sezonu artystycznego 1966/67, była znakomita i ogromnie bawiła, a swego czasu, wyreżyserowana przez ówczesnego dyrektora - Zygmunta Bielawskiego, znalazła się także w repertuarze jeleniogórskiego Teatru im. Norwida (premiera: 11 października 1992), ze znakomitym Piotrem Konieczyńskim (Milt), Waldemarem Obłozą (Harry) i Judytą Paradzińską (Ellen). A potem bardzo szybko popadła w zapomnienie. Dziwnym trafem, gdy po wielu latach na krajowych scenach zaprzestano grać „Luv”, w ubiegłym roku mniej więcej w tym samym czasie dwaj producenci postanowili na nowo „odkurzyć” dzieło Schisgala i powstały dwie różne inscenizacje teatralne. Oczywiście, w innej reżyserii i w innej obsadzie.

Jedną wersję „Się kochamy” w wykonaniu impresaryjnego Ale! Teatr-u z Warszawy, w tłumaczeniu Adama Tarna i z udziałem Edyty Olszówki, Rafała Cieszyńskiego i Lesława Żurka, wyreżyserował Dariusz Taraszkiewicz (rok temu gościł w Teatrze im. Norwida ze sztuką Catherine Aigner „Zamknięty świat” z Krystyną Sienkiewicz w roli głównej – przyp. red.), a oficjalna premiera odbyła się 8 września ub. r. w stołecznym Teatrze Kamienica. Z kolei druga realizacja „Histerie miłosne” (spektakl był prezentowany 26 stycznia br. w hotelu Gołębiewski w Karpaczu – red.) firmy Tito Productions w przekładzie Bartosza Wierzbięty i reżyserii Piotra Jędrzejasa, gdzie odtwórcami ról byli: Magdalena Boczarska, Szymon Bobrowski i Bartłomiej Topa, miała premierę 8 listopada ub. r. w warszawskim Teatrze Studio Buffo.
Głównym elementem dekoracji „Się kochamy” jest deptak przy moście cztery mile za Chicago. Tutaj, po piętnastu latach, spotykają się dwaj koledzy ze szkolnej ławki - Harry Berlin (Lesław Żurek) i Milt Manville (Rafał Cieszyński). Jest to moment kiedy jeden z nich, ledwo funkcjonujący Harry, chce skoczyć z mostu do wody. Po wylewnym powitaniu, niedoszły samobójca Harry prezentuje koledze sprzed lat kolejne stany kliniczne upadku, którym się upaja.
Z kolei pełen życiowego optymizmu Milt znudzony jest paroletnim małżeństwem z Ellen (Edyta Olszówka), zakochał się i chce poślubić młodą kobietę o imieniu Linda. Milt wpada na pomysł zeswatania Ellen i Harry'ego, „podrzuca” więc żonę napotkanemu koledze sprzed lat. Ellen akceptuje pomysł męża. Ellen i Harry ulegają wzajemnemu urokowi i pobierają się.
Rok później, Milt i Ellen spotkają się na moście. Ich obecne małżeństwa okazały się być pomyłką. Ellen zauważa, że jej nowy partner Harry jest okropnym współlokatorem, wyjątkowym nieudacznikiem, i w ogóle ma już dość monotonii życia małżeńskiego z Harry'm. Milt także odkrywa, że związek z Lindą nie jest szczęśliwy, a osobą, którą naprawdę kochał jest właśnie Ellen. Dawni małżonkowie stwierdzają, że wpadli z deszczu pod rynnę.
Milt, Ellen i Harry ulegają przemianie i emocjonalnej huśtawce nastrojów. Skrzy się dowcipem nie zawsze w dobrym guście. Jednak nawet jeśli niektóre żarty nie są najwyższych lotów, to w ogólnym zamieszaniu, można przymknąć na nie oko. Reżyser Dariusz Taraszkiewicz zadbał o to, by swojska atmosfera na scenie udzieliła się widowni wraz z kolejnymi odsłonami. Z barwną scenografią Wojciecha Stefaniaka konkurują kolorowe kostiumy Doroty Kalitowicz i świetnie współgrają z charakterem postaci.
„Się kochamy” to taka błaha, lekka i przyjemna komedyjka wykorzystująca popularność aktorów z TVP: Edyty Olszówki, Rafała Cieszyńskiego i Lesława Żurka. A że publiczność kocha serialowych bohaterów (stuprocentową niezależną finansowo kobietę sukcesu Polę Madejską w „Przepisie na życie”, sympatycznego, ale nieco fajtłapowatego policjanta Gibalskiego w „Ojcu Mateuszu” oraz informatyka Wojtka w „Przyjaciółkach”) - wszystko im wybaczy.
Edyta Olszówka dwukrotnie gościła na scenie Teatru im. Norwida grając w dwóch sztukach: „One” Pam Gems w reż. Krzysztofa Zaleskiego warszawskiego Teatru Komedia (2006) jako Viola, niedojrzała emocjonalnie, infantylna, chorująca na depresję i mająca lęk przed wychodzeniem z domu, oraz „Przygoda” Sándora Máraiego w reż. Krystyny Jandy stołecznego Teatru Polonia (2011) w roli lekarki dr Eszter Pálos zakochanej w profesorze (w tej roli Jan Englert). W „Się kochamy” nie przekroczyła granicy farsy i konsekwentnie ośmieszyła opiekuńczą zaborczość Ellen, kobiety nieprzeciętnie oczytanej, z komputerową pamięcią, wrażliwej i niezaspokojonej, żony wpierw Milta, potem Harry'ego. Ciekawym drobiazgiem jest w jej wykonaniu nucenie tradycyjnej kompozycji Tadeusza Suchockiego „Cztery mile za Warszawą” - nomen omen – piosenki warszawskiej z repertuaru Jaremy Stępowskiego.

Rafał Cieszyński rok wstecz z warszawskim Ale! Teatr-em wystąpił gościnnie w Teatrze im. Norwida w komediodramacie Catherine Aigner „Zamknięty świat” w reż. Dariusza Taraszkiewicza jako egocentryczny syn Filip. W „Się kochamy” zagrał swojego chłopa, któremu doskonale się powodzi i jest w ogóle - na wierzchu. Jego Milt swym spontanicznym i tryskającym komizmem godzi z udrękami żywota najbardziej sfrustrowanych i zdesperowanych widzów.

Lesław Żurek, którego pod koniec ub. r. w hotelu Gołębiewski w Karpaczu można go było oglądać w sztuce Marcina Szczygielskiego „Single i remiksy” w reż. Olafa Lubaszenki, gościł także w Teatrze im. Norwida z Teatrem Kamienica z Warszawy występując w roli niewidomego uzdolnionego muzycznie Dona w komedii romantycznej „Motyle są wolne” Leonarda Gorshe w reż. Zbigniewa Lesienia (2009). W „Się kochamy” w sylwetce Harry'ego przedstawia maskę klasycznego nieudacznika i hipochondryka, wydobywa gorycz i szorstkość pechowca, który nawet nieprzychylności losu umie wykorzystać dla swojej wygody i znaleźć schronienie przed niezgulstwem i egoizmem.

„Się kochamy” drwi z kompleksów i perypetii amerykańskich średniaków, ale w warstwie myślowej niewiele proponuje widzowi i nie zdumiewa już swą żywotnością. Sprawna realizacja obnaża mielizny scenariusza, który nie zaskakuje, ale przecież nie o to chodzi w farsie. Całość jest okraszana serią udanych gagów, Schisgal nie stroni nawet od czarnego humoru. Ot, zwyczajna opowieść o ludziach z bagażem doświadczeń szukających miłości, która bywa bezkrytyczna. Aktorskiemu tercetowi udało się mimo wszystko dodać lekkości i wdzięku tej sztuce, a nawet trochę finezji. Choć jakoś trudno uwierzyć, że napisana pół wieku temu inscenizacja, która miała premierę w 1964 roku na Brodway'u w reżyserii Mike'a Nicholsa, przyniosła Schisgalowi międzynarodową sławę, wytrwała aż 901 występów, zdobyła nominację do nagrody Tony w 1965 dla najlepszej sztuki oraz dla najlepszego autora roku i ugruntowała karierę aktorską Alana Arkina, Anne Jackson i Eli Wallach.

Sonda

Tłusty czwartek za nami. Pochwalcie się ile zjedliście pączków?

Oddanych
głosów
154
1
31%
2-3
44%
4-5
14%
Więcej niż 5
11%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Karkonosze wygrywają bezapelacyjnie!
Rozmowy Jelonki
Jeden albo dwa nie zaszkodzą, ale...
 
Inne wydarzenia
Wystartował 50. Bieg Piastów. Znakomici Jeleniogórzanie!
 
Edukacja
Uczniowie Żeroma przygotowują się do koncertu
 
Pogoda
To nie koniec zimy, wrócą mrozy
 
Aktualności
Wywrotka betoniarki
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group