Teatralna adaptacja „Schroniska, które przestało istnieć”, bestsellerowego kryminału autorstwa Sławomira Gortycha w reżyserii Tadeusza Pyrczaka, to przykład dobrze rozumianego teatru popularnego – efektownego widowiska z klasyczną fabułą, niepozbawionego jednocześnie głębszych ambicji. Tekst autora cyklu powieści kryminalnych „Karkonoska seria kryminalna”, których akcja rozgrywa się w Karkonoszach, został wystawiany po raz pierwszy w Polsce.
Twórcy przedstawienia dość wiernie podeszli do treści książki. Przenoszą widzów w Karkonosze, sugestywnie przedstawione w skromnej mrocznej scenografii Jerzego Basiury i oprawie muzycznej autorstwa Szymona Górki.
Właściciel nieczynnego schroniska „Nad Śnieżnymi Kotłami”, Artur Rajczakowski (w tej roli Robert Mania), ginie w nieszczęśliwym wypadku. Po tej tragedii na miejsce przybywa jego bratanek, młody stomatolog Maksymilian „Maks” Rajczakowski (Jakub Potyrała), by odetchnąć od rodzinnych problemów.
I dowiaduje się, że przed śmiercią wujek zainteresował się innym górskim schroniskiem, które po II wojnie światowej spłonęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Kiedy na jaw wychodzą kolejne fakty, „Maks” nabiera podejrzeń, że śmierć wujka nie była przypadkowa.
Kryminał na scenie to bardzo wdzięczny gatunek, gotowy przyciągnąć rzesze widzów.
W spektaklu toczy się śledztwo Maksymiliana „Maksa” Rajczakowskiego. W tym śledztwie towarzyszy mu Marta Łyżwińska (Monika Mikołajczak), recepcjonistka z innego karkonoskiego obiektu, nieczynnego schroniska należącego do Piotra Szulca (Paweł Wydrzyński).
Jest intryga, zbrodnia i zagadka do rozwiązania, są emocje. Częstokroć mamy też do czynienia z czymś, co nazwać możemy „teatrem zbrodni”, gdyż przestępcy w kryminałach (w przeciwieństwie do większości historii z prawdziwej prokuratury) działają w sposób efektowny, co można pokazać na wiele sposobów w prawdziwym teatrze. Mamy też wiele wątków, wiele ciekawych postaci i narrację.
Adaptacyjna spójność pozwala nie nudzić się na jeleniogórskim przedstawieniu zarówno widzowi, który zapoznał się już z książkowym „Schroniskiem, które przestało istnieć”, jak i odbiorcy, który tej powieści nie czytał.
W wielowątkowym spektaklu widzowie śledzą splecione ze sobą historie Karkonoszy.
Na scenie pojawiają się postacie historyczne związane z nieistniejącym już dziś schroniskiem; w tym niemiecki dramaturg i powieściopisarz Gerhart Hauptmann (Jacek Grondowy), zbrodniarz wojenny Karl Hanke (Michał Skiba), przedwojenny właściciel schroniska Księcia Henryka – August Gansel (Andrzej Kępiński), właścicielka schroniska „Nad Śnieżnymi Kotłami” – Elfrida Winckler (Anna Ludwicka–Mania) oraz wdowa po jeleniogórskim staroście – Cygarska (Agata Darnowska), a także fikcyjne, m.in. menedżerka górskiego schroniska Justyna (Anna Ludwicka–Mania) i Hudoba (Jacek Grondowy). Jest też Liczyrzepa (świetny Piotr Konieczyński) i Klimke (Michał Skiba), czyli postać związana ze Schroniskiem im. Gustawa Klimke (znanym też jako Klimke–Lodge), które znajdowało się na Przełęczy Karkonoskiej i zostało całkowicie rozebrane po II wojnie światowej.
Robert Mania wcielił się w rolę komendanta milicji Tomasza Grudzińskiego, który – według treści książki Sławomira Gortycha – w domu jest niemal dyktatorem.
W roli jego żony, Antoniny, wystąpiła Agata Darnowska, a rolę jego syna, Franciszka, gra Michał Skiba. Andrzej Kępiński kreuje biznesmena Krzysztofa Rajczakowskiego, czyli ojca głównego bohatera.
Drugoplanowa rola Piotra Konieczyńskiego, który wciela się w postać Jaromira, czeskiego ratownika i przewodnika, który odgrywa istotną rolę w odkrywaniu prawdy o wydarzeniach z przeszłości, staje się prawdziwą perełką tej inscenizacji. Jego pojawienie się w scenie to moment oddechu, w którym możemy na chwilę oderwać się od zderzenia z zimnymi postaciami i wiejącym ze sceny chłodem.
Interesującą rolę Janiny Węglorz (w książce Gortycha występuje Jacek Węglorz, historyk z muzeum Gerharta Hauptmanna w Jagniątkowie, będący jednym z postaci uwikłanych w intrygę) stworzyła także Magdalena Kępińska.
„Schronisko, które przestało istnieć” ogląda się z zainteresowaniem.
Bo też nieczęsto zdarza się w teatrze zręcznie opowiedziany, trzymający w napięciu kryminał. Realizatorom udało się zachować koloryt prozy Sławomira Gortycha, a także objawić klimat mrocznej opowieści.
Warto jeszcze dodać, że w historii jeleniogórskiego Teatru im. Norwida jest to w zasadzie czwarta realizacja z wątkiem lokalnym. W 2001, gdy pełniącym obowiązki dyrektora był Bogdan Nauka, w teatrze jeleniogórskim odbyła się prapremiera jednoaktówki Jerzego Łukosza „Hauptmann" pod reżyserską batutą Waldemara Krzystka, a rolę Gerharta Hauptmanna zgrali gościnnie: Zygmunt Bielawski, który przez trzy sezony (w latach 1992–1995) był dyrektorem Teatru Norwida, i sam Igor Przegrodzki w Muzeum Miejskim „Domu Gerharta Hauptmanna" w Jagniątkowie.
W 2010 ówczesny dyrektor teatru Bogdana Koca zrealizował mroczną „Czarną maskę” noblisty Gerharta Hauptmanna, który mieszkał niedaleko Jeleniej Góry, a akcję swojej sztuki po sąsiedzku umieścił w Bolkowie (w latach 90. XX wieku ową jednoaktówkę na jeleniogórskiej scenie chciał wystawić Henryk Tomaszewski, lecz nie zgodził się szef teatru).
Natomiast za dyrekcji Piotra Jędrzejasa, w 2013 na Scenie Studyjnej wystawiono „Miedziankę” w reż. Łukasza Fijała. Była to swobodna adaptacja sceniczna reportażu literackiego Filipa Springera pt. „Miedzianka. Historia znikania”.



















