źródło: "Katastrofy i wypadki kolejowe pod Karkonoszami"
Otwarcie trasy kolejowej Kolei Doliny Bobru miało być symbolem postępu i nowoczesności. Połączenie między Jelenią Górą a Lwówkiem Śląskim ruszyło 28 sierpnia 1909 roku i szybko stało się ważnym szlakiem komunikacyjnym. Nikt jednak nie przypuszczał, że już kilka tygodni później wydarzy się tam tragedia, która na długo zapadnie w pamięć mieszkańców regionu.
Pierwszy poważny wypadek na trasie Kolei Doliny Bobru miał miejsce w poniedziałek 27 września 1909 roku, około godziny 20.12. Maszynista pociągu, który wyjechał ze stacji we Wleniu, zauważył na torach coś, co natychmiast zmusiło go do zatrzymania składu. Były to porozrzucane szczątki ludzkiego ciała. Na miejsce wezwano służby, a po kilku godzinach rozpoczęto dramatyczne zbieranie fragmentów zwłok. Sprawa od początku była wstrząsająca, a jej okoliczności szybko stały się przedmiotem śledztwa.
Jak opisują Szymon Wrzesiński i Justyna Kość w książce "Katastrofy i wypadki kolejowe pod Karkonoszami", ofiarą był zaledwie 16-letni chłopiec. Tego dnia wsiadł do pociągu we Wleniu i udał się do Lwówka Śląskiego, gdzie planował kupić rower.
Podróż, która miała być zwyczajną wyprawą, zakończyła się tragicznie podczas powrotu.
Według jednej z wersji, wysiadając na swojej stacji, chłopiec zsunął się na torowisko i wpadł między wagony. Gdy pociąg ruszył, nie miał żadnych szans – zginął na miejscu pod stalowymi kołami. Jego ciało zostało zakleszczone i jeszcze przez pewien czas ulegało dalszym obrażeniom.
Istnieje jednak także druga wersja wydarzeń, opublikowana w ówczesnej prasie. Zgodnie z nią nastolatek był uczniem murarza i próbował wyskoczyć z wagonu jeszcze przed całkowitym zatrzymaniem pociągu. Ten ryzykowny krok miał zakończyć się natychmiastową śmiercią pod kołami składu. Dodatkowo nadjeżdżający pociąg z Jeleniej Góry jeszcze bardziej zniszczył ciało, co sprawiło, że jego szczątki przez długi czas zbierano z torów i składano do skrzyni.