Sebastian – strażak z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Lwówku Śląskim, dowódca zmiany, druh OSP i sołtys uległ poważnemu wypadkowi. Doszło do złamania kręgosłupa szyjnego. Jest już po pierwszej operacji, a przed nim kolejna, jak również długa i kosztowna rehabilitacja.
29 marca 2026 roku miał być zwyczajnym, radosnym dniem. Sebastian spędzał czas z synem na świeżym powietrzu. Wspólny spacer, męski czas, chwila wytchnienia od codziennych obowiązków, przejażdżka. Gdy droga stała się nieprzejezdna, wspólnie pchali małego quada. Wtedy doszło do tragedii – Sebastian poślizgnął się i upadł tak nieszczęśliwie, że doszło do złamania kręgosłupa szyjnego.
Nawet w tej dramatycznej chwili Sebastian nie przestał być ratownikiem. Mimo potwornego bólu, zachował przytomność umysłu i z pomocą 9-letniego syna, który nawigował zespół ratowniczy do trudno dostępnego miejsca, w którym się znajdował, próbował opanować dramatyczną sytuację.
- Śmigłowiec LPR zabrał go do szpitala, gdzie rozpoczęła się najważniejsza akcja ratunkowa w jego życiu: walka o jego zdrowie i sprawność. Sebastian jest już po pierwszej operacji, a kolejna, ciężka wciąż przed nim. Choć dzisiaj nic nie jest jeszcze pewne, wiemy jedno: Sebastian ma w sobie wolę walki, nigdy się nie poddaje. Jednak, by mógł wrócić do domu, do ukochanej rodziny i do służby potrzebna będzie intensywna, specjalistyczna rehabilitacja. To jedyna droga, by odzyskał sprawność - przybliżają organizatorzy zbiórki.
Przez lata to Sebastian gasił pożary w życiu innych ludzi. Dziś to w jego życiu wybuchł pożar, którego sam nie ugasi.
Pomóc Sebastianowi można klikając w link: ZBIÓRKA.
- Sebastian, człowiek o wielkim sercu...tak pojemnym i dobrym, że dzieli się nim każdego dnia. Jest zawodowym strażakiem i dowódcą zmiany w PSP w Lwówku Śląskim, wieloletnim naczelnikiem OSP w Płóczkach Górnych oraz sołtysem wsi. Codziennie udowadniał, że praca dla innych to jego największa pasja. Dla Nas jest bohaterem! Dla bliskich – wspaniałym Tatą i Mężem, wysportowany, obecny, zaangażowany, z ogromnymi pokładami energii - tłumaczy rodzina Szymona.