Jak podkreśla hierarcha, w ciągu ostatnich piętnastu lat liczba kapłanów w diecezji zmniejszyła się o ponad siedemdziesięciu. To nie tylko statystyka — za każdą liczbą kryje się konkretna wspólnota, która traci swojego duszpasterza. Problem będzie się pogłębiał: w najbliższej dekadzie ubędzie kolejnych kilkudziesięciu prezbiterów, a nowych powołań jest zbyt mało, by wypełnić tę lukę.
Biskup obrazowo wskazuje skalę zjawiska, prosząc wiernych, by wyobrazili sobie sytuację, w której kilkadziesiąt parafii pozostaje bez księdza. Taki scenariusz przestaje być hipotetyczny — staje się realnym wyzwaniem duszpasterskim.
Konsekwencje są już odczuwalne. Kapłani pracują ponad siły, obsługując po kilka parafii jednocześnie i pokonując duże odległości. W efekcie rośnie zmęczenie i ryzyko wypalenia. Dlatego — jak zaznacza biskup — konieczne jest podjęcie działań na kilku poziomach.
Pierwszym krokiem ma być intensywna modlitwa o nowe powołania oraz tworzenie środowiska sprzyjającego ich odkrywaniu i rozwojowi. Drugim — większe zaangażowanie świeckich. Odpowiedzialność za życie parafii nie może spoczywać wyłącznie na księżach, lecz powinna być współdzielona przez całą wspólnotę wiernych.
Najbardziej odczuwalne dla wiernych będą jednak zmiany organizacyjne. Diecezja przygotowuje się do ograniczenia liczby Mszy świętych oraz dostosowania ich godzin do realnych możliwości kapłanów. Coraz częściej niedzielna Eucharystia w niektórych kościołach będzie sprawowana tylko raz, a nawet jedynie kilka razy w miesiącu. W pozostałe niedziele wierni będą musieli uczestniczyć we Mszy w innych parafiach.
Mimo trudnej sytuacji biskup Siemieniewski apeluje o spokój i zaufanie. Podkreśla, że Kościół przechodzi przez wymagający czas zmian, ale — jak zaznacza — nie jest to sytuacja bez nadziei. Wzywa wiernych do jedności, odpowiedzialności i otwartości na nowe formy życia wspólnotowego.







