Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Poniedziałek, 26 stycznia
Imieniny: Pauliny, Polikarpa
Czytających: 14684
Zalogowanych: 108
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Kres cieplickiej szkoły grawerów nastąpił 120 lat temu

Poniedziałek, 3 sierpnia 2015, 7:58
Aktualizacja: Wtorek, 4 sierpnia 2015, 8:45
Autor: Karolina Matusewicz
Jelenia Góra: Kres cieplickiej szkoły grawerów nastąpił 120 lat temu
Hol w Muzeum Towarzystwa Karkonoskiego ok. 1914 roku
Fot. Muzeum Przyrodnicze
Wytwarzanie tłoków i sygnetów pieczętnych i kunszt cieplickich grawerów były doceniane od XVII w. nie tylko w Niemczech, ale i w całej Europie. W końcu XIX wieku wraz z postępującymi zmianami w świecie, nastąpił kres cieplickiej szkoły grawerów.

Bardzo ważnym sposobem potwierdzenia dokumentów w starożytności były pieczęcie odciśnięte za pomocą wałka z rytem wypukłym lub wklęsłym na powierzchni, który po przejechaniu nim po miękkim i plastycznym materiale dawał odwrotny obraz wypukły lub wklęsły. Tego typu pieczęcie były stosowane już przez Sumerów i przez przedkolumbijskie kultury Ameryki Południowej. Najczęściej pieczęć wyciskano na mokrej glinie, którą później wypalano. W starożytnym Rzymie odciskano pieczęcie za pomocą tłoków pieczętnych lub sygnetów. Sposób ten przejęła później średniowieczna Europa. Pieczęcie odciskano na, lub przywieszano do ważnych dokumentów, a także dla zabezpieczenia szkatuł, skrzyń, drzwi, itp. Tłoki pieczętne jak i sygnety wykonywane były zazwyczaj z metali (najczęściej kolorowych) lub z kamieni półszlachetnych. Prawo używania pieczęci mieli przede wszystkim władcy, klasztory i samorządy miejskie. Z czasem pieczęci używała także szlachta sygnująca się własnymi herbami – opowiada Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze.

Tłoki i sygnety zamawiano u grawerów, którzy z wielką precyzją musieli na nich umieszczać herby i napisy (musimy pamiętać, że odcisk jest negatywem pieczęci, a właściwie pozytywem negatywu wygrawerowanego na tłoku lub na sygnecie). Czym były większe umiejętności grawera tym piękniejsza i wyraźniejsza była pieczęć na której można było zobaczyć i odcyfrować wiele szczegółów.

W średniowieczu i okresie odrodzenia wielkim kunsztem grawerskim m.in. w kamieniach półszlachetnych odznaczali się mistrzowie włoscy. To właśnie stamtąd w 1614 roku młody Hans Ulryk Schaffgotsch (ewangelik, który w 1635 roku został ścięty za zdradę cesarza), będąc na studiach w Padwie i Sienie ze swoim krewniakiem Bernardem IV Schaffgotschem z Trzcińska, sprowadził do Cieplic włoskich grawerów.

- Tu, na Śląsku, gdzie było pod dostatkiem różnego rodzaju kamieni półszlachetnych sztuka wytwarzania tłoków i sygnetów z czasem osiągnęła wyżyny. Już od końca XVII wieku, rytownicy działający w Cieplicach i Sobieszowie, wykorzystujący miejscowe kamienie półszlachetne osiągnęli w swojej pracy niebywałą precyzję. Umiejętność ta przechodziła z ojca na syna, choć uczono jej też uzdolnionych młodzieńców. Wyroby miejscowych grawerów były znane i poszukiwane nie tylko w Niemczech, ale i na terenie całej Europy. Warsztaty sobieszowskie i cieplickie nie narzekały na brak zamówień. W 1 poł. XIX wieku m.in. wykonano tu duże zlecenie dla dworu rosyjskiego. Dobrze wykonane tłoki grawerzy odciskali w czerwonym laku jako wzorniki i przykłady umieszczając je na specjalnych tablicach. Zasadą było, że tłok i sygnet musi być tylko jeden (danego typu) – mówi dyrektor.

Przez co najmniej 200 lat pracowało na naszym terenie kilku wybitnych grawerów, ale największą sławę i uznanie zdobył Friedrich Siebenhaar (1814-1895) zwany ostatnim cieplickim grawerem. Osiągnął mistrzostwo i kunszt najwyższej klasy. Jego tłoki i sygnety posiadały głęboki relief, a elementy plastyczne po odciśnięciu wydawały się trójwymiarowe. Właśnie na Siebenhaarze skończyła się epoka panowania cieplickich grawerów pracujących w kamieniach szlachetnych i półszlachetnych. Coraz mniej używano tłoków pieczętnych (zastąpiły je pieczątki), a i te wykonywano z metalu, często nawet maszynowo. W XX wieku, szczególnie po pierwszej wojnie światowej, zawalił się też świat arystokracji, a to ona używała sygnetów z herbami (najdroższych z kamieni szlachetnych i półszlachetnych).

- Warsztat pracy i narzędzia, których używał F. Siebenhaar trafiły do zbiorów Risengebirgs Verein (Towarzystwa Karkonoskiego), powstałego w 1880 roku, prawdopodobnie za sprawą dr Hugo Seydela inicjatora utworzenia muzeum w Jeleniej Górze, a wcześniej także zbudowania Szkoły Snycerstwa w Cieplicach. W zbiorach Biblioteki Schaffgotschów w Cieplicach, znajdowały się natomiast odciski pieczęci w czerwonym laku, które odbito z tłoków i sygnetów wykonanych przez F. Siebenhaara. Oprócz tego, w tym samym czasie do zbiorów tych trafiła też bogata kolekcja odcisków pieczęci, zakupiona przez Friedricha Schaffgotscha od ppułkownika Kecka z Czarnego. Łącznie kolekcja liczyła ponad 22.000 odcisków – mówi S. Firszt.

- W 1913 roku zaczęto organizować wystawy stałe w nowej siedzibie RisengebirgsVerein Museum w Jeleniej Górze (dziś Muzeum Karkonoskie). Wykorzystano do ich przygotowania m.in. przedmioty związane z F. Siebenhaarem. Wszystko to działo się z inicjatywy Hugo Seydela. Kiedy w kwietniu 1914 roku otwarto Muzeum, w sali na parterze znajdowała się mała ekspozycja, przedstawiająca Friedricha Siebenhaara przy pracy w jego warsztacie. Przy stoliku grawerskim, w otoczeniu autentycznych narzędzi mistrza, na krześle usadowiono figurę przedstawiającą sławnego grawera, sporządzoną bardzo naturalistycznie. Wykonała ją Szkoła Snycerstwa w Cieplicach, na podstawie zachowanej fotografii. Rzeźbę zaopatrzono w prawdziwe włosy i ubranie. Sprawiała wrażenie żywego człowieka. W przewodniku, z 1914 roku, po Muzeum, napisano: „Figura do złudzenia przypomina żywego mistrza przy pracy. Bywa, że zwiedzający zagadują do niego” – opowiada dyrektor.

W zaimprowizowanym warsztacie wyeksponowano też modele i dzieła Siebenhaara, odłamki kamieni półszlachetnych z fragmentami pieczęci użyczone przez Schaffgotschów oraz tłoki pieczętne z Urzędu Kameralnego z dóbr sobieszowskich i cieplickich (nie będące już w użytku).
Warsztat z figurą F. Siebenhaara przetrwał drugą wojnę światową. Przetrwał też czas, kiedy Muzeum było składnicą w latach 1945-1947 i kiedy budowało własną tożsamość w latach 1948-1951.

- Z czasem figurę Siebenhaara usunięto z Muzeum bo „straszyła” zwiedzających, a i dozorcy muzealni za nią nie przepadali (szczególnie nocą). Nie wiadomo co się z nią później stało. W zbiorach zachował się stolik grawerski i część narzędzi mistrza. Dodatkowo trafiły tu po wojnie (niewielka część) odciski pieczętne z likwidowanej w latach 1948-1952 Biblioteki Schaffgotschów (pozostałe kilkadziesiąt tysięcy zdobyła jakaś większa instytucja na terenie Polski, być może Ossolineum) – mówi S. Firszt.

Ogłoszenia

Czytaj również

Sonda

Czy zdarzyło Ci się, że samochodem wpadłeś/aś w poślizg, ale nic się nie stało?

Oddanych
głosów
815
Tak
82%
Nie
18%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Dlaczego boimy się spalania śmieci?
Rozmowy Jelonki
Zwierzęta boją się huku petard 100 razy bardziej niż człowiek
 
Aktualności
"Światełko do nieba" WOŚP znów zabłysło
 
Aktualności
Pani Violetta ze Szklarskiej Poręby podbiła „The Voice Senior”
 
Aktualności
WOŚP jest wszędzie
 
Ciekawe historie i inne opowieści
Orlinek – górnicza osada i "fortepian Beethovena"
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group