Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Sobota, 9 maja
Imieniny: Grzegorza, Karoliny
Czytających: 11137
Zalogowanych: 13
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com

Piątek, 30 lipca 2021, 9:04
Autor: KK
Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com
Fot. Książnica Karkonoska
„Jurata. Cały ten szpas” Anny Tomiak, „Gliniana pieczęć” Marty Kładź-Kocot i „Skrzeciuchy” Václava Havla – to te książki polecają tym razem bibliotekarze z jeleniogórskiej Książnicy Karkonoskiej. Dlaczego? Uzasadniają to w swoich recenzjach. Zapraszamy do lektury.

Jurata. Cały ten szpas. Anna Tomiak

„Jurata powstała z zachwytu” - czy można piękniej rozpocząć książkę? - opowieść o tym niewielkim skrawku ziemi pomiędzy Helem a Jastarnią i Bałtykiem a Zatoka Pucką. Że Jurata jest urocza, to, kto był ten wie i pewnie tylko z głębokim przekonaniem przytaknie, ale że ma tak ciekawą historię, to już dla wielu może być zaskoczeniem. I o tym jest ten reportaż. Półwysep Helski wrócił do Polski w 1920 roku. Strategiczne położenie na mapie od razu narzucało znaczenie militarne. Stąd bez mała natychmiastowa budowa wojskowej linii kolejowej i portu wojennego. Możliwość dojazdu przyciągnęła turystów i inwestorów a jednocześnie pogmatwała spokojne dotąd rybackie życie Kaszubów. Wybudowanie nowoczesnego, atrakcyjnego kurortu (konkurencyjnego w stosunku do Sopotu) wisiało w powietrzu. Szerokie piaszczyste plaże, wydmy, sosnowe lasy, mikroklimat z wysokim stężeniem jodu, a według niektórych odwierty, które wykazały duże zasoby pitnej wody przesądziły sprawę lokalizacji. Została zawiązana spółka akcyjna „Jurata” Uzdrowisko. Miejscowość rosła i piękniała w oczach. Trzy cytaty z okresu budowy domków letniskowych, czyli bungalowów: „O tym, jak bardzo to wszystko było nowoczesne, świadczy fakt, że w sąsiedniej Jastarni, wówczas sporej wsi, ludzie wciąż żyli bez prądu, a o bieżącej wodzie nikt tam nawet nie marzył. Tymczasem obszar Juraty został zelektryfikowany, zanim przystąpiono do budowy domów. (...) Równie wcześnie powstał system wodociągów. Następne obiekty też przybywały w ustalonej, logicznej kolejności”. „ Pilnowano dat, o poślizgach nie było mowy. Osoby budujące we własnym zakresie też były zobowiązane do utrzymania żelaznych terminów. Kto nie zdążył otynkować domu przed sezonem, płacił karę”. A na następny fragment proszę zwrócić szczególną uwagę: „Podczas budowy obowiązywała zasada nienaruszania istniejącego drzewostanu. Na obszernych, całkowicie zalesionych działkach domy stały jak pionki do gry w warcaby. Dzięki temu nikt nikomu nie przeszkadzał ani nie przesłaniał widoku. Budynki dzieliły spore odległości, to też zapewniało prywatność”. A potem? A potem przyszła wojna i zmiotła ten malowniczy świat. Zmieniały się czasy - Juratę upodobali sobie następni letnicy, ale o tym to sobie proszę już doczytać, a potem pojechać. Albo odwrotnie - kolejność dowolna. Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (KH)

Gliniana pieczęć. Marta Kładź-Kocot

Kontynuacja powieści o Jardalu i Mitrii jest tak samo dobra jak pierwszy tom, mogłabym nawet się pokusić o stwierdzenie, że jest nieco lepsza przez to, że więcej rzeczy się dzieje, a także więcej się dowiadujemy na temat przedstawionego świata. Ta część jest też zdecydowanie brutalniejsza niż pierwsza. Zamach na Cesarza się nie udał i wszyscy spiskowcy muszą uciekać. Niestety nie wszyscy wychodzą z tego cało. Jardal jest nieprzytomny i musimy być podtrzymywany przy życiu przez energię przekazywaną mu przez Mitrię, bez niej może umrzeć. Cała grupa podąża w kierunku Xanty, gdzie mogą znaleźć kogoś , kto im pomoże. Poznajemy też losy innych bohaterów: Lety, a także Cantii, które poszukują odpowiedzi na pytania na temat Mitrii i Jardala. Kobiety są w stanie prześledzić pochodzenie czarodziejki, niestety pochodzenie maga pozostaje tajemnicą. Nawet Leta, doświadczona i wiekowa już magiczka nie pamięta Jardala młodego. W pewnym momencie czarodziejka i jej adeptka docierają do pewnej nordyckiej legendy, która może stanowić odpowiedź na ich pytania.
Poznamy także dużo nowych bohaterów, niektórzy nie pojawiają się na zbyt długo, a innych z pewnością nie polubimy. Leta spotka na swojej drodze emerytowanego wykładowcę, a także jego ucznia. Sam nauczyciel jest nieco ciapowaty, ale sympatyczny i zdecydowanie mogę go zaliczyć do jednych z moich ulubionych bohaterów, zwłaszcza, że wprowadza lekki wątek komediowy. Tego samego nie mogę powiedzieć o pierwszym nordyckim magu jakiego napotykamy, Haakonie Svearsonie. Jest brutalny i czerpie radość z przemocy i czyjejś krzywdy. Bardzo dużo złego uczynił Verenie, której los pozostanie dla nas zagadką.
Zakończenie jest nieco niezwykłe. Ja po doczytaniu do końca byłam w szoku, ponieważ okazuje się, że postać, która powinna być martwa i którą na początku pierwszego tomu mieliśmy wszelkie prawo uważać za pozytywną, okazuje się być głównym antagonistą i Panem na Zamku Cieni. Wielki i zły władca okazuje się być bohaterem, do którego od początku pałałam wielką sympatią i bardzo było mi go szkoda kiedy zapadał na niego wyrok śmierci.
W wypadku tej dylogii, trzeba czytać obydwa tomy po sobie. Pomimo tego, ze mamy spis postaci, to jednak bardzo łatwo jest się pogubić kto jest kim, zwłaszcza jeśli chodzi o postaci drugo i trzecio planowe. Pierwszy tom czytałam jakiś czas temu i przy kontynuacji miałam momentami trochę kłopotu, żeby sobie przypomnieć kim dany bohater jest i co robił w tomie poprzednim. Mimo dużej ilości bohaterów, to i tak bardzo dobrze się bawiłam przy tej opowieści.
Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. Serdecznie polecam. (PW)

Skrzeciuchy. Václav Havel

Niedawno w rubryce Zaczytaj się z Jelonką, w której bibliotekarze z Książnicy Karkonoskiej polecają książki ze zbiorów biblioteki, proponowano książkę „Havel od kuchni”. Parafrazując tytuł tamtej książki, dziś jako propozycję przedstawiam Havla od bajki czyli „Skrzeciuchy”. Havel był dramaturgiem i filozofem, kiedy zaproponowano mu w latach siedemdziesiątych napisanie bajki bronił się, twierdził, że nie potrafi. Ostatecznie wymyślił Skrzeciuchy i w swoim stylu napisał o nich bajki. Jest to niestety bardzo krótka lektura, mimo to dowodzi, że i w tej dziedzinie Havlovi nie zabrakło pomysłu, talentu i poczucia humoru. Filozof, kiedy siada do takiej literatury, z pewnością stworzy dzieło uniwersalne. Czy tak jest w przypadku tej książki? Istotą treści jest tu podtekst, polityczny i społeczny, nonsens i cyniczny uśmiech, stawia to książkę raczej na półce z literaturą dla dorosłych, chociaż mali czytelnicy pewnie zainteresują się zwyczajami i sposobem życia Skrzeciuchów. Byleby się nimi nie stać. O czym więc jest ta bajka? O przywarach, złych nawykach, uwikłaniu w schematy z prześwitami życia w państwie totalitarnym. W Czechach „Skrzeciuchy” spotkały się ze skrajnymi opiniami, pora wyrobić sobie własną. Książka wkrótce dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (JJ)

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Sonda

Puste kościoły, mniej księży... Niedzielne msze raz w miesiącu?

Oddanych
głosów
37
Dobry pomysł
43%
To jest niedopuszczalne
38%
Nie mam zdania
19%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Dlaczego ceny mieszkań nie spadają mimo rekordowej podaży?
 
Rozmowy Jelonki
Harcerstwo bez telefonów. „Pokazujemy dzieciom, że prawdziwe życie jest poza ekranem”
 
Pogoda
Maj nas nie rozpieszcza. Pronozowane przymrozki i burze
 
Seniorzy
Najpierw była Zorka, później Celwiskoza, a następnie... żłobek
 
112
Pijana rowerzystka potrącona na przejściu
 
Czechy
Będą ładne widoki i utrudnienia na drogach
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group