Są miejsca, w których historia splata się z filmową legendą, a zwykła wycieczka zamienia się w opowieść o wielkich emocjach. Tak jest nad Jeziorem Pilchowickim, gdzie nad spokojną taflą wody wznosi się stalowa konstrukcja, która miała stać się gwiazdą kina akcji – i zniknąć w spektakularnej eksplozji. Dziś przyciąga turystów jeszcze bardziej, bo oprócz pięknych widoków kryje w sobie historię ocalenia.
Most kolejowy w pobliżu Strzyżowca powstał w latach 1905–1906 jako część Kolei Doliny Bobru. Gdy go budowano, pod nim była sucha dolina. Dopiero otwarcie zapory w Pilchowicach w 1912 roku sprawiło, że stalowa, nitowana kratownica zawisła około 40 metrów nad wodą. Uroczyste otwarcie z udziałem cesarza Wilhelma II podkreślało znaczenie tej inwestycji, która łączyła funkcje komunikacyjne z rozwojem turystyki wokół zapory.
Most przetrwał próbę wysadzenia w 1945 roku, po czym szybko wrócił do życia wraz z przywróceniem ruchu kolejowego.
Pociągi przestały tędy kursować dopiero pod koniec 2016 roku, ale konstrukcja wciąż robi ogromne wrażenie i pozostaje jednym z najwyższych obiektów tego typu w Polsce.
Największe emocje wzbudziły jednak plany wykorzystania mostu przy produkcji filmu Mission: Impossible 7. Rozważano nakręcenie sceny jego wysadzenia i budowę nowej przeprawy. Informacje o tym wywołały falę protestów naukowców, społeczników i miłośników techniki. Podkreślano, że konstrukcja jest cenna i wymaga jedynie niewielkich napraw. Sprawa szybko stała się głośna – listy, ekspertyzy i apele doprowadziły do objęcia obiektu ochroną, a następnie do wpisania go do rejestru zabytków. Ostatecznie filmowcy zrezygnowali z planów, a most ocalał.
Dziś przeprawa stoi nad Jeziorem Pilchowickim jak symbol – nie tylko dawnej inżynierskiej precyzji, lecz także siły społecznej troski o dziedzictwo. Choć tory są nieczynne, wciąż prowadzi ku niezwykłym widokom i opowieści, w której główną rolę zagrała historia, a nie filmowa eksplozja.